Amerykańska motoryzacja wielu z nas kojarzy się z autami-klasykami, wyposażonymi w silniki o dużych pojemnościach, nieskrępowanymi ekologicznymi standardami, pożerającymi mile na szerokich autostradach. Takie pojazdy to jednak stosunkowo niewielki odłamek ogółu samochodów sprowadzanych z USA. Wybraliśmy się do jednego z warszawskich warsztatów, specjalizujących się w amerykańskiej motoryzacji.

Flaga Stanów Zjednoczonych to podstawowy element wyposażenia warsztatu o tej specjalizacji.

Sporo klasyków amerykańskiej motoryzacji, ale nie tylko. Są również egzotyki z Europy.

Jeden klucz na wieszaku, reszta w użyciu lub... gdziekolwiek indziej.

Rozebrany silnik V6. Zgadniecie jaki to motor?
W praktyce, większość osób decydujących się na sprowadzenie samochodu „zza wielkiej wody”, robi to ze względu na niższe ceny tamtejszych pojazdów przeznaczonych do codziennej jazdy. Są przeważnie o wiele tańsze od europejskich odpowiedników, zwłaszcza jeżeli nie mają bezwypadkowej historii…
Historia polsko-amerykańskiego warsztatu
Pan Tadeusz jak wielu Polaków wyjechał za chlebem do Stanów Zjednoczonych, ale w 1991 r. wrócił do ojczyzny. Zapragnął wprowadzić motoryzację amerykańską do Polski. Otworzył warsztat z autoryzacją General Motors na marki takie jak: Cadillac, Oldsmobile, Buick, Pontiac czy Chevrolet pod szyldem Polex. Zaczął sprowadzać samochody marki Pontiac oraz Geo z koncernu General Motors. Nie każdy wie, że pod marką Geo dostępny był amerykański klon Toyoty Corolli, produkowany na mocy licencji uzyskanej od Japończyków.
Niestety w pewnym momencie zdrowie nie pozwoliło panu Tadeuszowi na zajmowanie się warsztatem. W roku 2003 r. interes przejął, i prowadzi do dziś, pan Marek, który z warsztatem związany był już od 1992 roku. Na początku jako mechanik, obecnie jako właściciel serwisu Mark Auto.
Klasyki łatwiej serwisować, bo nie są blokowane elektroniką
Jak wyjaśnia pan Marek, w warsztacie specjalizującym się w autach amerykańskich trafiają się prawdziwe perełki – zabytkowe krążowniki z dawnych lat. W większości pracownicy mają jednak do czynienia ze współczesną motoryzacją, a ta nie jest już tak egzotyczna i ciekawa. Między współczesnymi pojazdami ze Stanów Zjednoczonych a samochodami produkowanymi w Europie bądź Azji, pod względem mechanicznym większych różnic nie ma. Schody zaczynają się jednak na etapie diagnostyki.
Bez testerów diagnostycznych przeznaczonych do pojazdów amerykańskich (np. OTC), możliwości sprawdzania podzespołów współczesnych samochodów są mocno ograniczone. Informacje techniczne łatwiej zdobyć w przypadku samochodów zabytkowych, aniżeli współczesnych pojazdów. Jest tak, gdyż stara dokumentacja techniczna występuje w wersji drukowanej i nie jest do niej utrudniany dostęp przez koncerny motoryzacyjne.


Klasyczny obraz amerykańskiej motoryzacji. Ten Plymouth jest podobny do naszej Warszawy. Przypadek?

Zajrzyjmy pod maskę

Prostota tego silnika jest uderzająca

Czegoś tu brakuje

Skórzany dach, który przy obecnych standardach produkcji byłby nie do pomyślenia


Gaźnikowe silniki mają swój urok

Jakby ściśnięty grill z Rolls Royce Phantom
Dostęp do informacji technicznych oraz oprogramowania samochodów jest coraz powszechniej blokowany przez koncerny motoryzacyjne, jak się okazuje również te amerykańskie. Jak mówi właściciel serwisu, uzyskanie dokumentacji technicznej do nowych samochodów w wersji elektronicznej jest coraz trudniejsze. W samochodach wyprodukowanych po 2007 roku (w przypadku pojazdów grupy General Motors), przy pomocy skanerów można sprawdzić kody błędów, natomiast nie ma możliwości bezpłatnej ingerencji w oprogramowanie samochodu.
Wszystkie koncerny bronią się przed małymi warsztatami. Owszem, można wykupić dostęp do wszystkich marek samochodów, ale to generuje gigantyczne koszty. Nie każdy warsztat stać na dostęp do oprogramowania każdej marki i modelu samochodu. – mówi właściciel serwisu.
Jak wyjaśnia, jest to też jeden z powodów pozostawania warsztatów w specjalizacji jednej marki bądź koncernu. Producenci samochodów postawili finansową bramkę na możliwość programowania jednostek sterujących podzespołów, kasowanie błędów itd.
W większości warsztatów osoby zajmujące się elektroniką samochodową to ludzie mający pasję i wiedzę, którą zdobywają przez wiele lat. W klasykach amerykańskiej myśli technicznej instalacje elektryczne są dużo prostsze niż w autach współczesnych. Tam wystarczyło raptem kilka kabelków. Mechanika samochodowa w swojej podstawie pozostaje ta sama, zmieniły się materiały wykorzystywane do produkcji i udział elektroniki. Natomiast czy to będzie traktor, czy samochód, śrubki są takie same. Mówiąc w dużym uproszczeniu – wyjaśnia właściciel warsztatu.
Naprawa automatycznej skrzyni biegów oznacza wymianę
Niegdyś warsztat zajmował się serwisowaniem skrzyń biegów produkcji General Motors, z której zrezygnował z dość prostego powodu – rodziło to dużo komplikacji. W Stanach Zjednoczonych, jeżeli dojdzie do uszkodzenia skrzyni biegów, diagnoza jest zazwyczaj jedna – regeneracja. Skrzynia biegów jest wyciągana, a następnie wysyłana do zewnętrznej firmy specjalizującej się w regeneracji takich podzespołów. Jak łatwo się domyślić, w Polsce podobne firmy niechętnie zajmują się amerykańskimi konstrukcjami.
Pan Marek wyjaśnia, że nie podejmuje się poważnych napraw skrzyń biegów, ponieważ bardzo trudno ją potem sprawdzić bez posiadania odpowiedniej hamowni.
Nie można jej sprawdzić na stole po wykonaniu naprawy, ponieważ są one obecnie sterowane komputerowo, mają bardzo dużo elektroniki. Aby był sens podejmowania się naprawy automatycznych skrzyń biegów z nowszych samochodów, trzeba by było stawiać hamownię z całym oprogramowaniem, by można było ją sprawdzić – tłumaczy sedno problemu pan Marek.
Cała sprawa polega na tym, że wyremontowane skrzynie biegów montuje się prosto do samochodu i dopiero wtedy jest możliwość ich sprawdzenia. Jeśli cokolwiek zostanie przeoczone, co nie jest trudne w tak skomplikowanych podzespołach, to trzeba powtórnie wyciągać ją z samochodu razem z silnikiem i powtórnie rozbierać, co jest czasochłonne i kosztuje serwis dodatkowe roboczogodziny, na co nie może sobie pozwolić przy obecnym problemie braku specjalistów.
Niepewna jakość części zamiennych z USA
Okazuje się, że największy problem serwisowania samochodów sprowadzonych ze Stanów Zjednoczonych leży w możliwościach pozyskiwania wysokiej jakości części zamiennych. Jest kilku dystrybutorów części do samochodów amerykańskich, natomiast sprowadzane są one pod klienta, który przeważnie nie jest wymagający. Zdaniem pana Marka, hurtownie opierają się na niskiej jakości zamiennikach. Górują podzespoły produkcji azjatyckiej – Chiny, Tajwan.






Nie mamy zbyt dużej możliwości zaproponowania klientowi gamy np. części o jakości OE. Jakość tych części jest największą bolączką tego segmentu pracy warsztatowej, przynajmniej w moim odczuciu – wyjaśnia pan Marek.
Zazwyczaj sprowadzane są te części eksploatacyjne, które są po prostu tanie. Problemem jest także niepewność jakości, ponieważ dopóki zamówiony element nie wyląduje w rękach mechanika, nie wiadomo czy jego jakość będzie na odpowiednim poziomie. Natomiast sprowadzenie części oryginalnej może się odbyć tylko poprzez import indywidualny.
Staramy się współpracować z firmami, które oferują dobre części, ale rynek rządzi się swoimi prawami. Nikt nie sprowadzi amortyzatorów z bardzo wysokiej półki, bo klient nie przyjdzie ich kupić. Sami klienci również potrafią być problematyczni – mówi właściciel serwisu.
Jest sporo takich klientów, którzy przychodzą i mówią „jak to klocki hamulcowe za 200 złotych?! Jak na Allegro są za 80zł.” No i co ja mam im powiedzieć? Niech sobie pan kupi te klocki, ja panu założę. Tylko, że pan na koniec zapłaci dwa razy za wymianę tych klocków – dodaje.
Znany problem braku specjalistów
Pan Marek doświadczenia z mechaniką samochodową nabierał jeszcze w latach 80-tych, podczas pracy w warsztacie koło wojskowej bazy amerykańskiej w Ramstein-Miesenbach w Niemczech. Jak tłumaczy, z biegiem lat problem braku specjalistów w branży warsztatowej zaczął się pogłębiać, co stało się odczuwalne, jednak znajduje się w o tyle dobrej sytuacji, że jego współpracownicy są z nim od lat.
Elektronik pracuje ze mną od 1991 roku. Praktycznie rozwijał się z warsztatem, ale trzeba mieć na uwadze, że wiecznie pracować nie będzie, gdyż ma już też swoje lata. W tamtych czasach, w 1991 roku, mieliśmy warsztat na terenie technikum samochodowego przy ulicy Hożej. Miałem uczniów z tego technikum. Przewinęło się ich przez warsztat ze stu, albo i więcej. Tych którzy pozostali w branży motoryzacyjnej mogę wymienić na palcach jednej ręki – wyjaśnia właściciel warsztatu.
W Mark Auto pracuje kilku mechaników, w tym Piotrek, który skończył technikum samochodowe. Z warsztatem związany jest od 10 lat. Pan Marek twierdzi, że problem wziął się stąd, że bardzo dużo osób wyjechało za granicę. Obecnie mechanicy bardzo dobrze zarabiają. Niestety, zdaniem właściciela Mark Auto, atrakcyjności temu zawodowi nie dodaje fakt, że pomimo rozwoju elektroniki wciąż jest to praca trudna, wymagająca ubrudzenia sobie rąk, co nie jest zbyt atrakcyjną perspektywą dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. Można powiedzieć, że istnieje sporo warsztatów, które mogą funkcjonować tylko dzięki lojalności swoich pracowników.
Co sądzicie o problemach, które zostały przedstawione przez warsztat? Podzielcie się opinią o kondycji rynku napraw w komentarzach. Jeżeli chcielibyście opowiedzieć swoją historię na łamach naszego portalu, zgłoszenia możecie nadsyłać na adres: krzysztof.pawlak@motofocus.pl