Bogumił Papierniok, po 27 latach pracy, odchodzi z firmy Moto-Profil. Tuż po oficjalnym ujawnieniu tej informacji, specjalnie dla nas, były Dyrektor Zarządzający i Członek Zarządu chorzowskiej spółki, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.
Witold Hańczka: Informacja o Pana rozstaniu z firmą Moto-Profil wstrząsnęła rynkiem. Odkąd pamiętamy, w świadomości uczestników naszej branży Bogumił Papierniok kojarzy się z Moto-Profilem, a Moto-Profil z Bogumiłem Papierniokiem. Wydaje mi się, że wiele osób w ostatnich godzinach zadało sobie to pytanie: jak do tego doszło?
Bogumił Papierniok: Proszę nie przesadzać z tym „wstrząsem”. Ta zmiana, może nie taka zwykła, nie jest jednak niczym wyjątkowym w świecie motoryzacyjnym. Wyjątkowe było może moje wieloletnie przywiązanie do Moto-Profilu, które w wielu aspektach przenikało się wręcz z życiem prywatnym, z czego nie zawsze była zadowolona moja rodzina. To rozstanie jest splotem dwóch okoliczności. Tę pierwszą znamy trochę z historii Roberta Kierzka. Nowe osoby w zarządzie i składzie właścicielskim w naturalny sposób inaczej widzą sposób prowadzenia firmy, co może wywoływać napięcia. Owo „inaczej” nie znaczy źle, pewne zmiany były i są konieczne, związane właśnie z drugim aspektem, jakim jest rozwój firmy. Z małej, rodzinnej firmy Moto-Profil przekształca się w dużą organizację, która siłą rzeczy musi przejąć pewne elementy korporacyjnego stylu zarządzania. No i jeśli przez lata budowało się firmę na bazie raczej zaufania do pracowników i dawania im „wolnej ręki” na własne, mądre wybory, to trudno teraz przerzucić się na styl excelowych tabel, ścisłej kontroli i oceniania pracowników jedynie na podstawie stosunku realizacji celu do planu. Być może tak trzeba, nie przeczę. Jednak moja osoba nie pasuje do takich zmian.
Rozstanie z firmą, dla której pracowało się przez 27 lat zapewne nie jest łatwe. Podobnie jak podsumowanie tej drogi w kilku zdaniach. Czy mógłby Pan jednak spróbować streścić naszym Czytelnikom swoją przygodę z firmą z Chorzowa?
To trochę przygoda mojego życia (śmiech). Niby cały czas w tej samej firmie, ale po drodze były dwie przeprowadzki, niezliczona ilość obejmowania nowych powierzchni, tworzenie magazynów w innych rejonach kraju, wejście na wiele różnych rynków zagranicznych, wszystko to poparte działaniami marketingowymi, zmieniającymi się narzędziami informatycznymi i zmieniającą się strukturą. Mam więc wrażenie, że szyld był ten sam, ale wnętrze jakby z kilku różnych firm. Początek był taki, że w odpowiedzi na ogłoszenie rekrutacyjne spotkałem się z p. Leszkiem Żurkiem, a on zapytał mnie, czy wiem co to jest MONROE? Oczywiście, że wiedziałem, przecież to Marylin… Chwilę później, w 1993 roku, razem z kolegą oraz panami Piotrem Tochowiczem, Leszkiem Żurkiem i Krzysztofem Kopcem własnymi rękami rozładowywaliśmy TIRa amortyzatorów Monroe, wrzucając je przez okno do budynku biurowego, który służył za magazyn. Następnie trzeba było wymyślić sposób działania, tę codzienną organizację pracy, podzielić odpowiedzialność, stworzyć procedury itd. Pierwsza „procedura” to było zapisywanie zamówień w skoroszycie… Nie wspomnę, ile razy potykaliśmy się o swoje błędy. Ale, jak widać, przy wsparciu firmy Tenneco, której przedstawiciele wiele nas nauczyli i dzięki zaangażowaniu fantastycznych osób, z których kilkoro nadal pracuje w Moto-Profilu, udało się stworzyć naprawdę fajną, wydajną organizację. Dzięki ludziom w niej pracującym przebrnęliśmy przez turbulencje kilku kryzysów w gospodarce, zmiany daty w roku 2000, umacniania się konkurencji, aż do strasznego dnia 1 marca 2019, kiedy odszedł od nas p. Piotr. Ale nawet po takim ciosie zespół się pozbierał i walczył dalej. Myślę, że miałem w tym jakiś swój niewielki udział.
W ostatnich latach udzielał się Pan także poza strukturami dystrybutora, pełniąc poważne funkcje w organizacjach międzynarodowych takich jak TEMOT, FIGIEFA oraz polskim SDCM. Czy odejście z firmy Moto-Profil oznacza koniec Pana działań na rzecz niezależnego rynku części?
Muszę przyznać, że oprócz braku codziennego kontaktu z pracownikami Moto-Profilu, najbardziej będzie mi doskwierało właśnie zawieszenie moich działań w tych organizacjach. Mam wrażenie, że nadal mało osób z naszej branży zdaje sobie sprawę, o co toczy się gra z lobby różnych interesów, zarówno na poziomie europejskim, jak i w krajowej legislacji. IAM nie może sobie pozwolić na dryfowanie na falach narzuconych przez inne sektory rozwiązań prawnych i organizacyjnych. Zawsze miałem nadzieję, że światy OE, producentów pojazdów oraz niezależny rynek muszą w jakimś momencie zejść się do wspólnego punktu. Jednak po latach doświadczeń i obserwacji obecnych trendów widzę, że tak się nie stanie w przewidywalnej przyszłości. To jest jednak walka, i to nierówna, porównując zasoby oby stron. Nie chciałbym rezygnować całkowicie z udziału w pracach takich zespołów, jednak moje zaangażowanie w tych strukturach było związane z członkostwem Moto-Profilu w TEMOT i SDCM. Jeśli znajdę takie miejsce w życiu zawodowym, które umożliwi mi wsparcie tych działań chętnie się w to nadal będę angażował. W TEMOT International przez kilka kadencji z rzędu byłem wybranym w głosowaniu członkiem zespołu PSC – Products and Suppliers Council. Pomagałem w zespole Data Management. Później zająłem miejsce Piotra Tochowicza w Radzie Nadzorczej TI, gdzie miałem okazję współpracować z szefami największych firm dystrybucyjnych z Niemiec, Włoch, Danii, Turcji czy Izraela. Kontakty z Grupą Roboczą FIGIEFA, z p. Sylvią Gotzen czy prezesem p. Hartmutem Röhlem, pozwoliły spojrzeć na sprawy naszej branży z punktu widzenia Brukseli. A nieoceniona współpraca z Alfredem Franke, wraz z Krzysztofem Soszyńskim, Mariuszem Dankowskim i pozostałymi członkami zarządu SDCM pokazują jak to wygląda na naszym krajowym podwórku i ile jest tutaj do zrobienia.
Wydaje mi się, że mimo przebytej drogi nie jest Pan jeszcze zmęczony czy też znudzony rynkiem motoryzacyjnym. Nie wybiera się Pan jeszcze na emeryturę, prawda? Ma Pan już jakieś plany zawodowe czy jeszcze na to za wcześnie?
Oczywiście, że nie jestem znudzony! Jestem przecież wciąż relatywnie młody (śmiech). Nie zamierzam pisać książek i nie chciałbym zająć się sprzedawaniem warzyw, bo na tym się nie znam. Plan jest taki, żeby pozostać w orbicie świata motoryzacyjnego, natomiast z kim i w jakiej formie to się dopiero okaże.
Jeżeli będzie Pan rozglądał się za nowym pracodawcą, będą to poszukiwania skoncentrowane na rynku polskim czy może zagranicznym?
Tak na marginesie, rozgraniczenie „rynek polski” czy „zagraniczny” zaczyna się coraz bardziej zacierać. Wszystkie poważne firmy, czy to producenci czy dystrybutorzy, działają na obszarze wielu krajów, nie tylko UE. Ale rozumiem sens pytania. Nie chciałbym musieć wyjeżdżać z Polski na stałe, jednak to, czy ewentualny pracodawca będzie miał główną siedzibę w Warszawie czy w Szwajcarii nie ma większego znaczenia. Chociaż…, świat jest piękny, a mając ze sobą żonę, tę samą od 26 lat i córkę, której nie zamieniłbym na nikogo innego, wszędzie znajdę szczęście. Myślę, że nabyte doświadczenia, zarówno te z Moto-Profilu jak i te ze współpracy międzynarodowej, mogą być wykorzystane przy ciekawych projektach czy to w firmach polskich czy zagranicznych.
Porozmawiajmy o przyszłości firmy Moto-Profil. Odejście Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu to nie to samo co zwolnienie handlowca czy kierownika magazynu. Czy firma jest gotowa na to, by Pana zastąpić, innymi słowy, czy tej zmiany nie odczują klienci?
Klienci na pewno nie odczują niedogodności, a zadba o to m.in. zespół podlegających mi wcześniej osób z obszaru IT i administracji. Oni wiedzą, co dla klientów jest najistotniejsze, a ostatnie wzmocnienie działu IT o doświadczoną w relacjach B2C panią Aleksandrę, współpracującą z doświadczonym kolegą Łukaszem, gwarantuje zajęcie się potrzebami klientów. Obieg spraw prawnych i administracyjnych jest również w dobrych rękach dyrektorów i specjalistów. Finanse kontroluje najlepszy CFO jakiego znałem. Dział zakupów się rozbudowuje, by móc zagwarantować coraz lepszą i szerszą ofertę, handlowcy mają postawione cele, a nieocenione panie i koledzy z działu Marketingu przerzucają się pomysłami na zaskoczenie klientów i dostawców. Logistyka pod pełną parą, wszak idzie jeszcze jeden wysoki sezon. Jestem pewien, że firma jest w dobrych rękach.
Z informacji, które docierają do nas z rynku wynika, że Moto-Profil, mimo kryzysu wywołanego pandemią radzi sobie w tym roku dobrze, notując wzrosty. Z czego wynika taka koniunktura firmy?
My raczej wykorzystujemy – przepraszam, przyzwyczajenie… Firma wykorzystuje koniunkturę na rynku. Moto-Profil jest dobrze przygotowany do jeszcze większej chłonności rynku i potrafi te potrzeby zaspokoić. Magazyn, logistyka, zapasy, system IT i finanse – wszystko działa. A wzrost zapotrzebowania na rynku jest chyba związany, przewrotnie, z epidemią. Kto mógł przesiadł się z komunikacji zbiorowej do samochodu. Nierzadko te samochody to były ostatnie egzemplarze z placów komisowych, które wymagały natychmiastowych napraw. Jednocześnie Moto-Profil był czujny i gotowy wznowić sprzedaż i transporty poza Polskę do poprzednich poziomów jak tylko okazało się, że można już dostarczać towar. Było to działanie bardzo elastyczne i chyba firma wypadła lepiej na tle innych.
Na koniec pytanie o emocje, być może nietypowe dla naszych, typowo branżowych rozmów. Co Pan czuje na chwilę po odejściu z firmy, z którą związana była cała Pana zawodowa kariera – smutek, rozczarowanie, nostalgię, a może radość lub ulgę?
Nostalgia, smutek? Częściowo tak. W końcu dobrych parę lat życia spędziłem pośród ludzi, przyjaciół, kolegów, którzy tam pozostali. A firma to ludzie – wyświechtane powiedzenie, które jednak wciąż nie do wszystkich dociera. Teraz dokończę, z ulgą, rozpoczęte prace ogrodowe (śmiech). A gdzieś tak od środy chciałbym prowadzić rozmowy o zatrudnieniu! No i za kilka tygodni zaczynają się pierwsze sesje studiów MBA, które podjąłem.
Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie podziękować moim współpracownikom, przyjaciołom i kolegom i koleżankom, klientom, z którymi miałem przyjemność rozmawiać i przedstawicielom dostawców i kooperantów, do których nie mogłem wysłać osobistych maili. Państwa życzliwość była i jest dla mnie niezmiernie cenna.