Elektryczny samochód z manualną skrzynią biegów to szczyt absurdu. Łączy w sobie wady obu rozwiązań.

Autor:

R

Redakcja3 min czytania

Opublikowano:

25.03.2026 11:55

Nowa generacja Lexus RZ wprowadza rozwiązanie, które trudno uznać za przełom. System Interactive Manual Drive próbuje zaszczepić w aucie elektrycznym emocje znane z manualnej skrzyni biegów. Problem w tym, że robi to w sposób całkowicie sztuczny, jednocześnie odbierając największe zalety napędu elektrycznego.

fot. materiały prasowe Lexus

Sztuczne biegi w świecie, który ich nie potrzebuje

Samochody elektryczne od początku swojej rynkowej kariery były chwalone za prostotę. Brak skrzyni biegów oznacza płynne przyspieszanie, natychmiastową reakcję na gaz i brak szarpnięć. To jedna z ich największych przewag nad klasycznymi konstrukcjami spalinowymi.

Tymczasem Interactive Manual Drive – rozwiązanie wprowadzone w najnowszym modelu Lexusa – wprowadza do tego świata coś, co zostało z niego wcześniej słusznie usunięte: konieczność stosowania przełożeń. System generuje „biegi”, które nie istnieją fizycznie, a ich działanie opiera się wyłącznie na algorytmie przeliczającym moment obrotowy.

Efekt? Kierowca dostaje iluzję pracy skrzyni biegów, która nie wnosi żadnej realnej korzyści technicznej. Zamiast prostoty pojawia się zbędna komplikacja.

Emocje na żądanie, czyli dźwięk z głośników

Producent podkreśla, że system oferuje realistyczne doznania – od dźwięku silnika po „wirtualne obroty”. Problem polega na tym, że są to emocje generowane cyfrowo, a nie wynikające z fizyki pracy układu napędowego.

Moment obrotowy wirtualnego źródła napędu jest obliczany na podstawie nacisku kierowcy na pedał przyspieszenia oraz prędkości pojazdu. Wartość ta jest następnie mnożona przez wybrany wirtualny bieg. Tym samym moment obrotowy zmienia się wraz z wyborem przełożenia, aby dostosować się do sytuacji na drodze – na przykład podczas redukcji biegu na krętej trasie lub podjeździe. W efekcie wrażenia z jazdy przypominają korzystanie z silnika spalinowego połączonego z błyskawicznie działającą skrzynią biegów. – czytamy w informacji prasowej Lexusa.

Dźwięk, który zmienia się wraz z prędkością i obciążeniem, nie pochodzi z silnika, lecz z głośników. W praktyce oznacza to, że kierowca słucha symulacji tego, czego w aucie po prostu nie ma. To trochę jak oglądanie nagrania z jazdy zamiast faktycznego jej doświadczania.

Dźwięk generowany przez system został opracowany z myślą o technologii Interactive Manual Drive, a kierowca może wybrać jeden z trzech poziomów, by dopasować doznania akustyczne do stylu jazdy czy nastroju. Realistyczne dźwięki generowane przez samochód są ściśle związane z prędkością oraz momentem obrotowym, a za ich odtwarzanie odpowiada nagłośnienie auta. – piszą marketingowcy Lexusa.

Zamiast wykorzystać naturalną ciszę i płynność napędu elektrycznego, system próbuje na siłę naśladować świat, od którego elektromobilność miała być odejściem.

Więcej zaangażowania czy więcej frustracji?

Interactive Manual Drive pozwala zmieniać „biegi” łopatkami przy kierownicy. Teoretycznie ma to zwiększać zaangażowanie kierowcy. W praktyce jednak oznacza konieczność wykonywania dodatkowych czynności, które nie mają żadnego wpływu na rzeczywistą pracę napędu.

W samochodzie spalinowym zmiana biegów wynika z ograniczeń silnika i ma uzasadnienie techniczne. W elektryku takie ograniczenia nie istnieją, więc cały proces staje się sztuką dla sztuki. Kierowca angażuje się nie dlatego, że musi, ale dlatego, że system udaje, że powinien.

W rezultacie powstaje rozwiązanie, które łączy wady obu światów. Z jednej strony odbiera elektrykowi jego największą zaletę czyli moment obrotowy dostępny w każdych warunkach. Z drugiej nie daje autentycznych doznań znanych z manualnej skrzyni biegów. To przykład technologii, która istnieje głównie po to, by sprzedać samochody elektryczne ludziom, którzy mają do nich uprzedzenia. Czujecie się przekonani?

Podobnie niedorzeczne rozwiązanie nie tak dawno temu opatentowała inna japońska marka. Zapraszamy do lektury:

Yamaha opatentowała… sztuczny silnik. Dlaczego ktoś w ogóle na to wpadł?

Autor:

R

Redakcja3 min czytania

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

  1. Zenon25 marca 2026

    No i co z tego?
    Macie w redakcji jakiś obowiązek kupowania tego, co się wam nie podoba?
    Jakiś przepis prawny zmusza was do używania tego rozwiązania?
    Nie?
    No to o co chodzi?

    1. 26 marca 2026

      Zenon, nie irytuj się:)

  2. Trap31 marca 2026

    Pomysł beznadziejny i nikomu niepotrzebny. A podobno prod. samochodów tracą zyski ?
    Tak samo to „mądre” jak elektryczne auto z silnikiem spalinowym jako generator prądu, czyli extended range.

Popularne