Poprzedni tekst z tej serii zakończył się spokojną konkluzją: pomarańczowy nalot po deszczowej nocy to normalne zachowanie żeliwa, nie powód do reklamacji ani niepokoju. Kilka hamowań i problem znika. To prawda – ale prawda niepełna, bo istnieje scenariusz, w którym korozja tarcz hamulcowych jest jak najbardziej powodem do niepokoju, a kłopot polega na tym, że kierowca nie ma szansy jej zobaczyć.
Korozja wewnętrzna tarcz to jeden z tych problemów, które narastają cicho, niewidoczne przy rutynowej obserwacji przez ramiona felgi, i ujawniają się dopiero wtedy, gdy szkoda jest już zrobiona.

fot. unsplash.com
Korozja, której nie widać z zewnątrz
Kiedy kierowca przechodzi obok zaparkowanego samochodu, instynktownie rzuca okiem na tarcze przez otwory w feldze. Widzi gładką, srebrzystą lub lekko szarą powierzchnię. Wnioskuje: tarcze w porządku, układ hamulcowy sprawny. I w tym konkretnym przypadku może się grubo mylić.
Tarcza hamulcowa ma dwie strony trące. Zewnętrzna – ta widoczna przez felgę – pracuje w zupełnie innych warunkach niż wewnętrzna. Zewnętrzna strona jest bezpośrednio wystawiona na pęd powietrza wpadającego przez otwory w feldze: wiatr osusza ją szybko, wilgoć odparowuje, a ewentualny rdzawy nalot znika przy pierwszych hamowaniach. Standard, dobrze znany z poprzedniego artykułu.
Wewnętrzna strona tarczy funkcjonuje w innym mikroklіmacie. Osłony blaszane i kierownice powietrza zamontowane od strony zawieszenia – elementy, które mają za zadanie chronić układ hamulcowy przed brudem, kamieniami i wodą rozbryzgiwaną z jezdni – robią to kosztem cyrkulacji powietrza. Od wewnątrz tarcza jest osłonięta, chłodzona słabiej, osuszana znacznie wolniej. Wilgoć, która trafia na wewnętrzny pierścień trący podczas jazdy w deszczu lub przez kałużę, zostaje tam znacznie dłużej niż na zewnętrznej stronie.
Efekt: żeliwo od wewnątrz ma więcej czasu na utlenianie. Dużo więcej.
Kiedy klocki przestają wystarczać
Powierzchniowy nalot rdzawy – ten opisywany w poprzednim tekście – klocek hamulcowy usuwa mechanicznie przy każdym naciśnięciu pedału. To naturalne samo-oczyszczanie, które sprawia, że tarcza utrzymuje właściwą powierzchnię trącą mimo codziennego kontaktu z wilgocią.
Problem zaczyna się wtedy, gdy korozja wychodzi poza tę warstwę. Długotrwałe działanie wilgoci na wewnętrzną powierzchnię tarczy – szczególnie w autach jeżdżących rzadko, parkowanych na zewnątrz przez dłuższy czas, eksploatowanych głównie w warunkach miejskich z krótkimi trasami bez szansy na termiczne „wygrzanie” układu – prowadzi do powstawania głębokich wżerów i twardych, laminowanych nalotów rdzy, które klocki hamulcowe usunąć już nie potrafią. Materiał jest zbyt twardy, zbyt głęboko wrośnięty w strukturę żeliwa.
Taka tarcza od wewnątrz nie pracuje równomiernie. Klocek, zamiast stykać się z płaską powierzchnią, trafia na wżery i wyniosłości. Hamowanie staje się nierówne, często wyczuwalne jako drgania lub pulsowanie na pedale hamulca. W skrajnych przypadkach – jako szarpanie całego pojazdu przy zatrzymywaniu. A to są już objawy, które pojawiają się późno, gdy tarcza jest już poważnie uszkodzona.
Diagnoza, której nie da się zrobić z zewnątrz
Tu leży sedno problemu z perspektywy warsztatu: wewnętrzna korozja tarcz jest całkowicie niewidoczna przy obserwacji pojazdu stojącego na kołach. Żaden kierowca – i żaden mechanik bez podnośnika – nie oceni stanu wewnętrznej strony tarczy przez felgę, bo ta strona po prostu nie jest widoczna pod żadnym kątem.
Dla warsztatu wniosek praktyczny jest jeden: tarcze hamulcowe wymagają oceny z obu stron, zawsze, przy każdej okazji dostępu do pojazdu na podnośniku. Szczególnie w autach, które:
- jeżdżą rzadko lub głównie krótkie trasy miejskie – układ nie nagrzewa się wystarczająco, żeby odparować wilgoć
- stoją dużo na zewnątrz, szczególnie w wilgotnym klimacie lub blisko wody
- mają rozbudowane osłony przeciwbłotne ograniczające wentylację od wewnątrz
- nie były serwisowane przez dłuższy czas i nie wiadomo, kiedy ostatnio ktoś patrzył na hamulce inaczej niż przez felgę
Klientowi, który pyta dlaczego przy przeglądzie zdejmuje się koła albo unosi pojazd na podnośniku zamiast „po prostu spojrzeć”, ta odpowiedź jest gotowa. Zewnętrzna strona tarczy mówi połowę prawdy. Druga połowa jest schowana za osłoną blaszaną i bez podnośnika pozostaje niewidoczna – dla kierowcy i dla mechanika.
Źródło: materiały techniczne ATE