Koronawirus daje się we znaki motoryzacji

Autor:

R

Redakcja4 min czytania

Opublikowano:

21.02.2020 13:11

Epidemia koronawirusa uderzyła w Chiny. Zmarło już ponad 2 tysiące osób, a koszty jakie poniesie chińska i światowa gospodarka już są ogromne. Nawet jeśli epidemię uda się wkrótce opanować, to i tak położy się ona cieniem na tegoroczne wyniki wielu branż na całym świecie. Jedną z tych, które ucierpią najbardziej jest motoryzacja.

[mfpoll id=”103″]

Zglobalizowane łańcuchy dostaw

Czy wirus powodujący silne zapalenie płuc szalejący w Chinach może wpłynąć na niemieckiego czy amerykańskiego producenta aut? Ostatnie tygodnie pokazują, że owszem może i to bardzo. To dobitny dowód na to, jak bardzo zglobalizowaną mamy obecnie gospodarkę i jak skomplikowane są łańcuchy dostaw.

Na nieszczęście dla światowej motoryzacji, epidemia koronawirusa wybuchła w jednym z głównych centrów przemysłowych Chin, gdzie swoje zakłady produkcyjne ulokowało wiele firm z branży motoryzacyjnej. W wielu fabrykach zlokalizowanych w Chinach przerwano produkcję, co spowodowało przestój w zakładach na całym świecie. Przykład? FCA musiało zamknąć serbską fabrykę z powodu wstrzymania dostaw komponentów elektronicznych. Jaguar Land Rover w celu dalszej produkcji w brytyjskich fabrykach musi transportować części samochodowe z Chin do Wielkiej Brytanii drogą lotniczą. Zagrożone są także amerykańskie montownie General Motors i Hyundaia, które importują z Chin znaczne ilości komponentów.

Przez zastoje w fabrykach producentów pojazdów, którym brakuje komponentów produkowanych w Chinach, stracą inni, często lokalni producenci części.

– W przeciętnym samochodzie znajduje się około 30.000 tysięcy części pochodzących od setek dostawców. Wystarczy, że zabraknie jednej z nich, by montownia musiała zatrzymać całą linię produkcyjną. Nie bez powodu mówi się, że łańcuch dostaw jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo. Dlatego też dłuższe przerwy w dostawach nawet tych pozornie mniej istotnych części i komponentów to problem nie tylko dla producentów pojazdów, ale również ich dostawców części, którzy nagle nie mają zbytu. Problem wydawałoby się lokalny staje się globalny i zaczyna być odczuwalny także w Polsce. Choć słyszy się głosy, że polscy producenci mogą zyskać na obecnym zawirowaniu w motoryzacji związanym z koronawirusem, moim zdaniem możemy taki scenariusz rozpatrywać ewentualnie w perspektywie długookresowej, a obecnie pozytywów można szukać wyłącznie w przypadku zanotowania spadku ilości zachorowań  – mówi Alfred Franke, Prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, Członek Zarządu CLEPA.

Efekt domina

Wiele fabryk po dłuższej przerwie już otwarto. Jednak w przypadku ewentualnej nowej fali zarażonych scenariusz może się powtórzyć. Na razie trudno szacować straty, ponieważ rosną z każdym dniem i tylko po uporaniu się z wirusem będzie można pokusić się o bardziej wiarygodne analizy.

Szacuje się jednak, że w pierwszym kwartale, tylko w Chinach wyprodukuje się ok. 900.000 mniej pojazdów niż rok wcześniej. Jednym z najbardziej poszkodowanych producentów będzie niemiecki Volkswagen. Dodając do tego spadki producentów w innych krajach można być pewnym, że wyniki firm z branży automotive w tym roku nie będą dodatnie.

Wstępne wyniki badania Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), przeprowadzonego wśród członków CLEPA wskazują, że wiele firm zrzeszonych w tym stowarzyszeniu spodziewa się zakłócenia łańcucha dostaw i przewiduje negatywny wpływ epidemii w Chinach na swoje przychody.

Polscy producenci części motoryzacyjnych sygnalizują, że chiński koronawirus nie oszczędzi także firm działających w naszym kraju. Jesteśmy przecież zagłębiem produkcji części, z których wiele jest włączonych w łańcuchy dostaw producentów pojazdów ponoszących straty w związku z epidemią.

– Ktoś ostatnio napisał, trawestując znane powiedzenie, że Chiny kichnęły, a katar mają teraz wszyscy. Trudno się z tym nie zgodzić. Komisja Europejska w swoich prognozach dotyczących PKB stwierdziła, że epidemia koronawirusa stanowi czynnik ryzyka dla europejskiej gospodarki. Jeżeli problem wirusa w Chinach nie zostanie szybko opanowany, niewykluczone, że firmy motoryzacyjne będą potrzebowały unijnej czy regionalnej pomocy i zastrzyku gotówki, by hamować efekt domina. W innych krajach już teraz można znaleźć przykłady pomocy firmom motoryzacyjnym zmagającym się z kłopotami finansowymi, będącymi konsekwencją rozprzestrzeniania się koronawirusa. W niektórych przypadkach pomoc będzie niezbędna, by firmy mogły uniknąć bankructwa – dodaje Franke

Firmy szczególnie dotknięte problemem epidemii prosimy o kontakt na adres biuro@sdcm.pl wpisując w tytuł maila „Wsparcie koronawirus”.

Autor:

R

Redakcja4 min czytania

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

  1. TypeR22 lutego 2020

    A co mnie szaraka obchodzi, że korporacja nie wypracuje planów? Mniej niż zero! Tak samo spowolnienie gospodarcze. Szkoda ludzi chorych.

    1. Maniek9 marca 2020

      Chodzi o to, że ten szarak i wielu innych . może stracić pracę.

  2. adam23 lutego 2020

    takis głupi czy tylko takiego udajesz? Jak pójdziesz do sklepu i cena towaru ze wzgledu na brak dostępności u konkurencji wzrośnie o 50% to zrozumiesz co Cie to obchodzi (albo i nie zrozumiesz)

    1. Romek23 lutego 2020

      Ceny pójdą w górę na pewno 15-25%. Jest to nieunikniony zabieg dystrybutorów.

      1. Martin23 lutego 2020

        Niestety to cała prawda

  3. 23 lutego 2020

    Może wreszcie zniknie trochę tego śmiecia z Chin co sprzedają na aledrogo za 1 ojro mówiąc że to jakość oryginału made in Germany.

    1. Barth23 lutego 2020

      Właśnie ,no zobaczymy ile jest GERMANY w made in GERMANY

    2. car-man24 lutego 2020

      może taki był cel tego wirusa? jakby nie było, gospodarkę na głowie postawi

  4. Youup23 lutego 2020

    Adam, aleś ty tępy!

  5. 25 lutego 2020

    Jakie wsparcie? Jeśli nie dają rady to wypadną z rynku. Przecież wsparcie zawsze jest z podatków. Jednym zabrać drugim dać.

  6. Maniek9 marca 2020

    Chodzi o to, że ten szarak i wielu innych może stracić pracę.

Popularne