Kilka tygodni temu opublikowaliśmy artykuł dotyczący sytuacji, w której klient nie chce lub nie może odebrać samochodu z serwisu. Poza dyskusją o częstotliwości występowania takiego zjawiska w warsztatach, okazało się że najczęściej jest ono połączone w ogóle z brakiem zapłaty za naprawę przez klienta. Spójrzmy zatem na problem od drugiej strony – jakie prawa ma warsztat w sytuacji kiedy klient nie płaci i czy może zaspokoić swoje roszczenie… samochodem klienta.
Poprzedni artykuł: Co zrobić, gdy klient nie odbiera samochodu z warsztatu po naprawie?
Na wstępie najważniejsza rzecz – kwalifikacja prawna. Klient oddając pojazd do naprawy zawiera z warsztatem umowę o dzieło. Warsztat zobowiązuje się do wykonania dzieła w postaci naprawienia pojazdu, a klient zobowiązuje się do zapłaty wynagrodzenia, przy czym dla warsztatu nie ma znaczenia, czy środki na pokrycie kosztów naprawy będą pochodziły z odszkodowania czy też bezpośrednio od zamawiającego.
Prawo zatrzymania
W sytuacji, gdy klient nie chce pokryć kosztów naprawy, pierwszą instytucją prawną jaka przychodzi na myśl powinno być przewidziane w Kodeksie cywilnym „prawo zatrzymania”. Zgodnie z art. 461 § 1 Kodeksu cywilnego, zobowiązany do wydania cudzej rzeczy może ją zatrzymać aż do chwili zaspokojenia lub zabezpieczenia przysługujących mu roszczeń o zwrot nakładów na rzecz oraz roszczeń o naprawienie szkody przez rzecz wyrządzonej.
Brzmi dobrze, ale jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Zauważmy, że przepis ten odnosi się do „nakładów”. Niestety, zgodnie ze stanowiskiem sądów zajmowanym wielokrotnie (m in. w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 23 listopada 1998 roku, II CKN 53/98; wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 lutego 2007 roku, II CNP 70/06; wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 15 stycznia 2013 roku, I ACa 1074/12) w rozumieniu tego przepisu „nakładem” nie może być wynagrodzenie za naprawę pojazdu przez warsztat samochodowy.
Dlaczego tak jest? W przypadku umów o dzieło, jakimi są umowy o naprawienie pojazdu, naprawa może się odbywać na podstawie różnych dokumentów i w różnych konfiguracjach (często dochodzi rozliczenie z ubezpieczycielem w przypadku likwidacji szkody metodą serwisową). Upraszczając jednak – przyjmijmy, że naprawa odbywa się na podstawie zamówienia klienta zawierającego zakres naprawy, będącego kosztorysem. Kosztorys jest pisemnym zestawieniem potrzebnych do wykonania dzieła materiałów i nakładów pracy wraz z podaniem ich cen jednostkowych. Z istoty wynagrodzenia kosztorysowego wynika, że jest ono ustalane w oparciu m.in. o koszt materiałów potrzebnych do wykonania dzieła, który w trakcie wykonywania dzieła będzie ponoszony przez przyjmującego zamówienie. Koszt tych materiałów stanowi więc element umówionego wynagrodzenia.
Ponadto, jak zauważa Biuro Rzecznika Finansowego, pojęcie „nakłady” oznacza dobrowolne użycie własnych dóbr majątkowych na rzecz innej osoby (np. właściciela rzeczy) niezależnie od tego jaką, a nawet czy jakąkolwiek w ogóle wolę w tym względzie wyrażała. Za „nakłady” należy zatem uznać wszelkie inwestycje utrzymujące rzecz w należytym stanie lub ulepszające ją, poczynione niezależnie od woli właściciela rzeczy. To jest cecha, która pozwala rozróżnić nakłady od świadczeń. Za świadczenie należy uznać zachowanie się dłużnika, spełnione na poczet długu, zgodnie z treścią zobowiązania (por. wyrok SN z dnia 15 maja 2001 r., sygn. akt I CKN 354/2000; uchwała SN z dnia 11 października 1990 r., sygn. akt III CZP 58/90). Stosunek prawny, jaki istnieje pomiędzy właścicielem pojazdu, a warsztatem naprawczym, polega na tym, że zakład zobowiązał się naprawić samochód, a zamawiający uiścić na jego rzecz stosowne wynagrodzenie. Wykonanie naprawy (w oparciu o umowę o dzieło) nie może być traktowane jako „nakład” na samochód, ale jako wykonanie zobowiązania, a więc świadczenie.
Powołanie się na ustawowe prawo zatrzymania w przypadku, gdy wykonaliśmy naprawę pojazdu, a klient nie zapłacił, będzie więc nieskuteczne.
Prawo powstrzymania się
Co dalej? Kodeks cywilny przewiduje też inną podobnie brzmiącą instytucję, z której można by skorzystać, czyli „prawo powstrzymania się”. Zgodnie z art. 488 § 2 Kodeksu cywilnego, jeżeli świadczenia wzajemne powinny być spełnione jednocześnie, każda ze stron może powstrzymać się ze spełnieniem świadczenia, dopóki druga strona nie zaofiaruje świadczenia wzajemnego. Umowa o wykonanie naprawy pojazdu jest taką umową wzajemną. Rzadko jednak warsztat i klient umawiają się, że rozliczenie nastąpi jednocześnie. Praktyka jest taka, że najpierw warsztat dokonuje naprawy, a dopiero na etapie odbioru auta klient płaci albo wręcz wyjeżdża z serwisu z fakturą z terminem zapłaty.
Jeżeli jednak na etapie przyjmowania zlecenia zostanie zapisane (np. w formularzu zlecenia), że zapłata za naprawę nastąpi jednocześnie, to z omawianego przepisu można wywieść prawo do powstrzymania się przez warsztat ze zwrotem naprawionego pojazdu w przypadku braku spełnienia przez klienta świadczenia pieniężnego.
Drugi problem jest jednak taki, że świadczeniem warsztatu w umowie naprawy jest właśnie naprawa pojazdu, a nie samo jego wydanie, tak jak przy umowie sprzedaży, tym samym istnieją wątpliwości, czy i na tę podstawę prawną może się powołać serwis, któremu nie zapłacono za wykonaną naprawę.
Co więc można zrobić?
Przepisy w żadnym miejscu wprost nie zabraniają umieszczenia w umowie zapisu dotyczącego umownego prawa zatrzymania. Zapis taki może znaleźć się na zamówieniu serwisowym, które podpisuje klient, ponieważ jest to część składowa umowy, która jest zawierana.
Przykładowy zapis w umowie (na zamówieniu serwisowym):
„W przypadku nie wykonania umowy przez zamawiającego Warsztat może zatrzymać pojazd, będący przedmiotem niniejszej umowy do czasu zapłaty całego wynagrodzenia”.
Aby skorzystać z takiego umownego prawa zatrzymania, należy po prostu złożyć drugiej stronie umowy oświadczenie. Jednak tu uwaga – zapis, o którym tu mówimy może być problematyczny z punktu widzenia prawa konsumenckiego i może zostać uznany za klauzulę abuzywną. Chociaż na chwilę obecną brak jest jednoznacznego orzeczenia w tym zakresie. Przy naprawach z klientami-konsumentami zalecamy więc powściągliwość w jego stosowaniu, ale nie ma żadnego problemu, żeby zapis taki był stosowany z klientami-przedsiębiorcami.
Autorem tekstu jest radca prawny Paweł Tuzinek, prezes Stowarzyszenia Prawników Rynku Motoryzacyjnego