Temat filtrów DPF po raz kolejny stał się bardzo głośny. Nagłówki artykułów straszą kolejnymi zmianami i jeszcze bardziej drobiazgowymi kontrolami. Niewiele jednak wskazuje na to, że dojdzie do reform proponowanych przez Ministerstwo Infrastruktury.

Pomysły Ministerstwa nie do zrealizowania w praktyce
Obecnie Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad projektem zmian w ustawie o obowiązkowych przeglądach technicznych samochodów – zgodnie z założeniami diagnosta będzie musiał sprawdzić, czy samochód był fabrycznie wyposażony w filtr DPF i czy posiada zainstalowaną tę część w czasie kontroli.
Nowy pomysł opracowywany był wspólnie z Instytutem Transportu Samochodowego zakłada konieczność podłączenia przez diagnostę urządzeń diagnostycznych przez złącze OBD, by sprawdzić lub potwierdzić wycięcie filtra DPF. Planowana jest także archiwizacja otrzymanych wyników, aby mogły być one weryfikowane w przyszłości, a także wprowadzenie obowiązkowego zapisu wideo badania dymomierzem podczas kontroli pojazdu.
Przeprowadzając każde okresowe badanie techniczne pojazdu każdy diagnosta powinien dokonać pomiaru zadymienia spalin, podczas którego sprawdza się parametr nazywany przepuszczalnością światła. Zadymienie spalin mierzone jest przy swobodnym przyspieszaniu silnika w zakresie od prędkości obrotowej biegu jałowego do maksymalnej prędkości obrotowej. Otrzymana wartość, czyli współczynnik pochłaniania światła, nie może przekraczać wartości określonej na tabliczce znamionowej pojazdu, a w przypadku braku takiej informacji zmieścić się w następujących normach: 2,5 m-1, 3,0 m-1 – w przypadku pojazdów wyposażonych w silnik z turbodoładowaniem, 1,5 m-1 – w przypadku pojazdów zarejestrowanych po raz pierwszy po dniu 30 czerwca 2008 r.
– Według naszej wiedzy nie pojawią się żadne dodatkowe czynności w porównaniu do obecnej procedury badania technicznego.Obecnie nawet jeśli pojazd ma wycięty filtr DPF to i tak mieści się w wartościach przewidzianych przepisami. Zmiana, która ma się pojawić nie będzie polegała na dodaniu jakiejś czynności diagnoście, tylko na określeniu bardziej restrykcyjnych wartości dopuszczalnego współczynnika pochłaniania światła. Może to być nawet w okolicach 0,2 m -1, czyli bardzo nisko. Jeśli w pojeździe powinien być zamontowany filtr DPF i działa on prawidłowo, współczynnik pochłaniania światła powinien być bliski zeru. Trudno tylko powiedzieć, czy taka „drobna” zmiana będzie skuteczna – mówi Marcin Barankiewicz, Dyrektor Biura Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.
Diagności sceptyczni wobec zmian w kontroli filtrów DPF
Diagności są sceptycznie nastawieni do zmian. Obecnie pracownicy stacji kontroli pojazdów nie mają prawa ingerować w podzespoły samochodu, co oznacza, że nie mogą na przykład rozkręcić obudowy fitra DPF i sprawdzić, czy rzeczywiście jest w nim umieszczony wkład. Dodatkowo, według nich pomiar zadymienia przeprowadzony zgodnie z procedurą jest trudny lub niemożliwy do zrealizowania. Wpływ na to ma fakt, że producenci nowoczesnych samochodów wyposażonych w silnik diesla prześcigają się w wyposażaniu swoich pojazdów w coraz nowsze blokady i sterowniki mające na celu na przykład odcięcie zapłonu przy przekroczeniu określonej ilości obrotów. Założenie badania przewiduje natomiast „wkręcenie” silnika na znacznie wyższe obroty.
Wprowadzenie nowych zasad wiąże się z koniecznością wyposażenia kilku tysięcy stacji diagnostycznych w specjalistyczne urządzenia do badania zadymienia. Według diagnostów obecnie używana aparatura może nie sprostać nowym wymogom, tym bardziej że zgodnie z planami ITS stacje kontroli pojazdów powinny zostać objęte zaostrzonymi przepisami – założenia przewidują objęcie nadzorem i nałożenia dodatkowych wymagań na budowę i działanie sprzętu diagnostycznego. Są to olbrzymie koszty, a brakuje na to budżetu. W związku z powyższym kolejną zmianą, idącą za tymi propozycjami, może być podniesienie opłaty za badania techniczne pojazdów. Kto się na to zdecyduje przed nadchodzącymi wyborami?
– Czekamy na konsultacje rozporządzenia w sprawie zakresu i sposobu przeprowadzania badań technicznych oraz warunków technicznych. Temat wcale nie jest taki łatwy. Wiemy, że w Komisji Europejskiej i organizacjach europejskich również się o tym dyskutuje bez konkretnych rezultatów. Trzeba mieć na uwadze, że stacje kontroli pojazdów to nie laboratorium. Badanie ma być proste i szybkie, jak stanowi Dyrektywa – dodaje Marcin Barankiewicz.
Temat filtrów cząstek stałych elektryzuje większość środowiska motoryzacyjnego. Ciekawe, jak tym razem zakończy się sprawa kolejnego projektu. Na pewno temat będzie poruszany znacznie częściej w nadchodzących miesiącach jesienno-zimowych, gdzie popularnym wątkiem znowu stanie się walka ze smogiem i szukania winnych tego zjawiska. Jak można wywnioskować z wypowiedzi fachowca, sprawa nowego sposobu kontroli DPF nie zostanie rozwiązana w najbliższych tygodniach, a może nawet miesiącach. A być może pomysł skończy gdzieś w odmętach polskiej biurokracji i jego realizacja nie ujrzy światła dziennego…